czwartek, 1 maja 2014

Poremontowe frustracje i słów kilka o butelkach dla Syna



Sponsorami dzisiejszego wpisu są stres i frustracja.


Jeśli będąc w ciąży ktoś zaproponuje Wam przeprowadzenie remontu, kiedy będziecie przebywać w domu to popukajcie się w czoło i wybijcie mu z głowy pomysł.

Od poniedziałku był remont. Całe długie trzy dni remontu. Remontu pokoju dla Syna.
Gdyby nie to, że musiałam przebywać w tym rozgardiaszu, pyle, kurzu i zapachu farby (uwielbiam! Ale wiem, że nie jest wskazany dla kobiet w ciąży) pewnie skakałabym (no, machała rękoma w geście zadowolenia) z radości.
Wczoraj remont dobiegł końca. Odetchnęłam z ulgą, choć przerażeniem napawały mnie te kropki farby na podłodze, wszędobylski pył i kurz. Ale ważne było to, że remont się skończył a pokój Syna wygląda pięknie.
Dzisiejszy poranek był zderzeniem się z rzeczywistością. Rzeczy dla Syna popakowane w pudła stojące w salonie. Wszędzie brudno.
Nie, to nie na moje nerwy i nie na mój 7 - miesięczny brzuch. Od rana biegam, skaczę, schylam się. Jednym słowem sprzątam. Opadam z sił. A kiedy patrzę na marne efekty chce mi się płakać.

Ale teraz siedzę i popijam herbatę z cytryną. Strajkuję. Chociaż przez chwilę.

Jako, że Syn będzie karmiony mlekiem modyfikowanym (z przymusu, gwoli ścisłości) musiałam zdecydować przy użyciu jakich butelek będzie się to odbywało.
Postawiłam na Tommee Tippee i Dr Brown'sa.
Czym się kierowałam przy wyborze? Przede wszystkim opiniami. Zarówno tymi przeczytanymi w internecie, jak i tymi od kobiet - matek, które karmiły swoje dzieci butelkami. Dzięki rozeznaniu mogłam wybrać te, które wydają mi się najlepsze.

Tommee Tippee butelka antykolkowa z czujnikiem temperatury (o pojemności 240 ml) 



Mam zestaw dwóch butelek. Wydają się być super. Mają wolny przepływ oraz gadżet, który choć w moim odczuciu jest zbędny, na pewno wpływa na ich atrakcyjność.


Trzecią butelką jest butelka Dr Brown's antykolkowa (o pojemności 240 ml) 



Nie posiada ona gadżetu w postaci czujnika temperatury. Ale również jest antykolkowa. No i bardzo polecana. 


Wierzę, że Syn polubi się zarówno z butelkami TT, jak i DB.



Zapraszam serdecznie na fanpage na Facebooku oraz Instagram ;)


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Smarowidła

Skóra podczas ciąży wymaga szczególnego traktowania. A ta na brzuchu i biodrach szczególnie szczególnego.
Przez siedem dotychczasowych miesięcy ciąży korzystałam (a w zasadzie korzystam do tej pory) z trzech specyfików mających na celu uelastycznienie skóry, zapobiegnięciu rozstępów oraz zniwelowaniu tych, które ewentualnie się pojawią.


Pierwszym z kremów, które chcę pokrótce opisać jest Elancyl Krem przeciw rozstępom dla kobiet w ciąży. 




źródło: elancyl-gelanic.pl


Ja jestem nim zachwycona! Spełnia moje oczekiwania w stu procentach. Ma przede wszystkim świetną konsystencję, która doskonale nawilża skórę nie pozostawiając tłustej powłoki, dzięki czemu bez obaw smaruję się nim rano a następnie zakładam koszulkę nie czując dyskomfortu związanego z przyklejaniem się materiału do skóry.
Ponadto ma naprawdę fajny, niedrażniący zapach i jest wydajny.

Jego cena to około 85 - 95 zł (ja kupowałam go w aptece Cosmedica).


Moim drugim wyborem jest Eucerin Olejek przeciw rozstępom.


źródło: ceneo.pl

Olejek zdecydowanie na wieczór. Choć mnie mimo wszystko przeszkadza przyklejanie się koszulki do brzucha. Warto jednak pocierpieć, bo sprawia, że skóra jest naprawdę aksamitna w dotyku.
Tak samo jak Elancyl jest bardzo wydajny a przy tym tańszy, bo kosztuje około 60 zł (cena w Super - Pharm).


Trzecim kremem, którego używam jest Pharmaceris M Foliacti Krem zapobiegający rozstępom.


źródło: ceneo.pl


Niestety, według mnie nie robi on nic. Primo, nie nawilża tak, jak oczekiwałabym tego od kremu, który ma zapobiegać powstawaniu rozstępów. Secundo, ma niezbyt przyjemny zapach.
Smarując się nim wieczorem, rano nie czuję pod palcami żadnego nawilżenia skóry brzucha, bioder, pupy oraz dolnej części pleców. Bo właśnie te obszary smaruję.
Kupiłam w Super - Pharm skuszona promocją. Dwa opakowania za niecałe 50 zł. Cena na pewno zachęcająca, ale co z tego, skoro lepszy efekt można uzyskać smarując się zwykłym balsamem Nivea?
Generalnie nie polecam, bo są to pieniądze wyrzucone w błoto.



Zapraszam serdecznie na Instagram oraz na Facebooka ;)