środa, 21 maja 2014

Pobyt w szpitalu i atrakcje z nim związane




Pobyty w szpitalu bywają różne. Jedne są bardziej pozytywne, inne mniej. W zeszłą środę, 14 maja, rozpoczęłam taki mniej pozytywny pobyt. Mniej pozytywny ze względu na tydzień ciąży. W 32 tygodniu nie chce się jeszcze rodzić. A na pewno ja bardzo nie chciałam.
Pojechałam do szpitala z nasilającym się bólem w podbrzuszu (teraz już wiem, że to po prostu Syn uciskał skutecznie jeden z moich narządów i stąd dyskomfort). KTG nie wykazało nieprawidłowości, jedynie Syn słabo się ruszał, ale to po prostu nie była Jego pora. Schody zaczęły się kiedy zmierzono mi ciśnienie. 160/100, nie ma miejsc na oddziele położniczym w ogóle, więc zaczęto dzwonić do szpitali, które mają najwyższy stopień referencyjności. Na Karowej nie odbierali, na Madalińskiego również nie mieli miejsc.
Zapadła decyzja - zostaję na Starynkiewicza, ale mogą umieścić mnie jedynie na oddziale ginekologii septycznej. Myślę, że duże znaczenie miał również fakt, że moja doktor prowadząca pracuje w Klinice Położnictwa i Ginekologii WUM.
Nadciśnienie tętnicze na tle emocjonalnym mam od 6 roku życia, to wiem. Doktor prowadząca nie sieje paniki. Doktor będąca na izbie przyjęć panikę zasiała. Niepotrzebnie, to wiem. I wiedzą lekarze, z którymi miałam do czynienia podczas pobytu.

Dwa razy trafiłam na salę porodową i byłam przygotowywana do cesarskiego cięcia. Niepotrzebnie, ale trzeba dmuchać na zimne.

Syn jest duży (94 percentyl! 2128 g w 32 tygodniu!), doktor prowadząca wykonująca USG podczas Naszego pobytu przy Starynkiewicza żartowała, że będzie ciąć podczas cesarki od kręgosłupa już ;)

Pobyt w szpitalu, pomimo kilku niefajnych sytuacji (spięcia z panią "kuchenkową", generalnie omijanie szerokim łukiem tego, co było serwowane na śniadania, obiady i kolacje i niekompetencja doktor będąca na izbie przyjęć) wspominam bardzo pozytywnie i paradoksalnie nawet się cieszę, że do szpitala trafiłam. Bo że chcę mieć wykonywaną cesarkę w Klinice przy Starynkiewicza wiedziałam odkąd zrezygnowałam z doktor prowadzącej w szpitalu św. Zofii, ale różnie bywa, czasami opinie opiniami a życie życiem.
Ja mogę już teraz z czystym sumieniem polecić Klinikę Położnictwa i Ginekologii przy pl. Starynkiewicza.

W piątek, 23.05 będziemy umawiać się z Naszą doktor na cesarskie cięcie. Jestem szalenie ciekawa terminu! ;)

A jak Wy znosiłyście pobyty w szpitalu w ciąży? Czy jesteście zadowolone z opieki, jaką zostałyście otoczone? Jak oceniacie szpital, w którym rodziłyście, pod kątem porodu właśnie? Zapraszam do dyskusji w komentarzach! ;)


W wolnej chwili kliknijcie również "Lubię to!" na Fanpge na Facebooku oraz "Obserwuj" na Instagramie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz